Moja polska partnerka Asia poznała go dwa lata temu przez rozmowę na Facebooku. Chciał założyć autonomiczną/autarkiczną społeczność. Myślał o kilku rodzinach i osobach samotnych i miał na myśli kilka kawałków ziemi, na których można by to zrealizować i które były już w jego posiadaniu. Na jednej z nich znajdowały się domy i stajnie. Piętnaście osób przyszło na wezwanie i plany zostały omówione podczas wspólnego weekendu.
Skansen
Ostatecznie plany pozostały sprzed dwóch lat. Ale Ziemowit Kamiński (41 l.) nie był osamotniony w myśleniu o tak odmiennej formie życia z ludźmi. Lata wcześniej wspólnie z gminą założył w pobliżu skansen, po którym oprowadzali wolontariusze, jak żyli ludzie około X wieku. Gmina założyła skansen, a Ziemowit go wynajął. Współpraca została jednak w pewnym momencie zerwana przez gminę i Ziemowit trzy lata temu ponownie rozpoczął tworzenie podobnego skansenu. Gdy w tym roku jesteśmy z Asią w Dębicy, jedziemy tam w niedzielne popołudnie. To niedaleko Pilzna.
Nie ma absolutnie żadnych drogowskazów ani informacji, skręcasz z utwardzonej drogi na polną drogę. Następnie mija się niewielki zbiornik wodny i wjeżdża na nieco wyższy, otoczony murem teren. Pod bramą wejściową z zadaszonym punktem widokowym na szczycie znajduje się mały stolik z informacjami i wystawionymi na nim towarami, drewnianymi misami i amuletami. Mężczyzna w białej bawełnianej szacie i z brodą wita odwiedzających i udziela wyjaśnień. Wewnątrz wałów znajduje się około pięciu chat ze strzechą, z których jedna jest w połowie ukończona. W jednej z chat kobieta w białej bawełnianej szacie i haftowanej chuście opowiada niektórym odwiedzającym o życiu sprzed wieków. Ćmina (jej słowiańskie wiejskie imię tutaj, w rzeczywistości nazywa się Arleta Kulczycka) robi to w animowany sposób.
Asia przysłuchiwała się rozmowie i opowiedziała potem, że Ćmina opanowała kilka języków i od dzieciństwa zajmowała się zielarstwem i magią. Opowiedziała również o kolczudze, która była niezwykle ciężka i kosztowna, więc tylko bogatsi mężczyźni mogli sobie na nią pozwolić, a inni mogli chronić się przed bronią taką jak łuk i strzały tylko przez wiele warstw materiału. „Mężczyźni byli również znacznie silniejsi niż dzisiaj; odkryto, że obecnie potrzeba 12 mężczyzn, aby zbudować bramę, podczas gdy w tamtych czasach robiło to tylko czterech. Kobiety decydowały o wszystkim, co działo się wewnątrz domu, a mężczyźni o tym, co działo się na zewnątrz. Mężczyznom wolno było mieć wiele żon. W przypadku pierwszej panny młodej było to ekonomiczne małżeństwo z rozsądku; zwykle wybierała drugą żonę dla swojego męża, który był przeważnie jej przyjacielem”.
Stowarzyszenie
Przed kolejną chatą stoi stół, a na niewielkim ognisku obłożonym głazami gotuje się garnek z wodą i kwiatami czarnego bzu. Aleksander Lesiak jest jednym z wolontariuszy. Jego słowiańskie imię używane w wiosce to Dobromir. Jest etnologiem, dobrze mówi po angielsku i przez 12 lat mieszkał we Francji. „To nie jest muzeum, ale rekonstrukcja wioski z X wieku, bez elektryczności i innych nowoczesnych dodatków. W tamtych czasach nie było tu chrześcijaństwa. Prawie żadne źródła pisane nie przetrwały tamtych czasów, ani fotografie czy obrazy, więc polegamy głównie na znaleziskach w zamarzniętej lub bagnistej ziemi”.
W trakcie rozmowy ugniata ciasto z wody i mąki na płaskie bułki, które chwilę później opieka na rozgrzanych kamieniach i podaje nam. Następnie mówi: „To trzeci rok naszego istnienia. Jesteśmy stowarzyszeniem, dzierżawimy ziemię od gminy, jest nas około 15 wolontariuszy, żyjemy głównie ze sprzedaży rzeczy i regularnych wizyt grup szkolnych”. Chociaż żaden drogowskaz nie kieruje tutj mikogo ludzie zaczynają tu przychodzić, podczas naszej wizyty, około 12 innych odwiedzających zatrzymało się, aby z zainteresowaniem wysłuchać opowieści Ćminy, która wydaje się również specjalizować w haftowaniu starożytnych wzorów i tworzeniu amuletów.
Niekonwencjonalne sposoby
Ziemowit intryguje mnie, bo wciąż szuka niekonwencjonalnych sposobów na życie i pracę z ludźmi. Kiedy tym razem jesteśmy z Asią w miejscu jego urodzenia (Dębica), odwiedzamy go w willi, która znajduje się obok willi jego rodziców w Dębicy. Mieszka tam tymczasowo z żoną Martą, która jest lekarzem weterynarii, oraz dwójką dzieci - trzyletnim Stasiem i kilkumiesięcznym niemowlakiem.
Tym razem zamieścił apel wśród znajomych, ponieważ szuka „niani” dla swoich dzieci, które mogą mieszkać na poddaszu ich willi, a później być może w maleńkim domku, który planuje teraz zbudować w pobliżu gospodarstwa, w którym mają konie i które powinno stać się częścią autonomicznej społeczności. Chcą niani, ponieważ on i Marta są zajęci swoją pracą. Na przykład hodują też konie.
Pytam Ziemowita, skąd to dążenie do pracy z ludźmi w celu budowania alternatywnych stylów życia, podczas gdy Staś bawi się w ogrodzie, a dziecko w wózku obok niego szemrze. Mówi: „Nie rozumiałem systemu szkolnego jako dziecko i nadal go nie lubię. W szkole średniej uważałem go za jeszcze bardziej absurdalny. Nie pomagał rozwijać potencjału młodych ludzi. To samo widzę w przypadku Staśka, uczy się dziesięć razy szybciej niż ja w tym czasie i gdyby poszedł do szkoły, marnowałby swój czas. Zamierzam edukować go w domu i w ten sposób wychowywać go w rozsądny i efektywny sposób. W tamtym czasie studiowałem administrację biznesową na uniwersytecie w Krakowie. To było bardzo interesujące i miałem bardzo dobrych nauczycieli, ale z perspektywy czasu czuję, że mogłem spędzić te pięć lat lepiej. Potem studiowałem ekonomię, nie skończyłem studiów, ale dzięki temu nauczyłem się, że dzisiejszy system ekonomiczny jest absurdalny, a pięciu profesorów ekonomii może mieć pięć zupełnie różnych poglądów, podczas gdy powinieneś słuchać każdego z nich. Dzięki tym badaniom doszedłem również do wniosku, że praca jest bardzo źle zorganizowana, przez co ludzie pracują znacznie więcej, niż muszą. Sprawia, że ludzie są zajęci, że są chorzy i nieodpowiedzialni wobec dzieci.
Słowiańska osada
To dało mi pomysł na stworzenie własnego małego świata, na przykład poprzez rekonstrukcję średniowiecznej wioski i powrót do wcześniejszych sposobów życia, w których szacunek, odpowiedzialność i wolność były kluczowe. W dzisiejszym społeczeństwie związek między odpowiedzialnością a wolnością jest zniekształcony. Jako rodzic ponosisz ogromną odpowiedzialność za swoje dzieci, ale nie masz swobody wychowywania ich tak, jak chcesz, ponieważ muszą chodzić do szkoły. Pierwsza słowiańska osada była moim pomysłem 11 lat temu w pobliskiej wiosce na wzgórzu. Burmistrz poparł mój pomysł i zbudował osadę, którą następnie wynająłem, ale po dziewięciu latach chciał zrezygnować. Wtedy zacząłem budować tę osadę razem z przyjacielem. Celem jest zbudowanie największej słowiańskiej osady w Europie. Wydawało mi się, że mamy to razem, nasi wolontariusze pomogli ją zbudować, a pieniądze, które przynosimy, pochodzą od odwiedzających w niedziele i grup dzieci w wieku szkolnym, dla których organizujemy pięciogodzinne zajęcia. Mamy miejsce, by kontynuować budowę, mamy też wystarczającą ilość drewna w magazynie, ale nie udało nam się uzyskać wymaganych pozwoleń na dalszą budowę. Spodziewałem się, że lokalne władze będą entuzjastycznie nastawione, ponieważ nie mieliśmy pieniędzy i poprosiliśmy tylko o budowę.
Więc wszystko, co jeszcze zbudujemy, będzie nielegalne. Więc teraz mam duży problem, ale znajdę sposób, aby władze lokalne były łagodne i nie kazały mi tego zburzyć”.
Jego drugi plan „ma na celu lepszą przyszłość dla moich dzieci i w tym celu, po rozmowie telefonicznej, spotkałem naprawdę dobrych ludzi, którzy mają te same pomysły, pomimo różnych środowisk. To dodało mi skrzydeł; nie wiedziałem, że są ludzie, którzy myślą i chcą tego samego co ja. Ale społeczność, o której myślimy, jest wciąż w powijakach. Zamierzam zorganizować zakwaterowanie dla sympatyków i wtedy będziemy mogli razem iść naprzód. Właśnie kupiłem drewno na budowę Tiny House. Punktami wyjścia są: wychowanie naszych dzieci w wybranym przez nas środowisku, z nauczaniem w domu i uprawą własnej żywności, ponieważ żywność w supermarketach jest dość kiepska. Mamy już mały ogródek warzywny, który chcemy powiększyć, abyśmy mogli być samowystarczalni. Inna kobieta z pierwotnej grupy również już tam mieszka i jest rodzina, która chce przyjechać. Cztery rodziny to dobry początek. Wszystko idzie powoli, ale stale się rozwija i czujemy się dobrze, mogąc dobrze żyć. Czujemy, że jest o wiele więcej ludzi, którzy czują potrzebę takiego myślenia”.